Ostatniego dnia pobytu poszliśmy na Weihnachtsmarkt czyli po "naszemu" jarmark BożoNarodzeniowy.
Było przepieknie, przepysznie i już przeświątecznie! Całe centrum było oświetlone lampkami - czuc było magie... Mimo tego że nie padał śnieg czułam sie jakby świeta miały byc jutro a ludzie wyszli na miasto kupowac ostatnie prezenty dla najbliższych.
Najwiecej "budek" z jedzeniem, grzanym winem i dekoracjami świątecznymi było na starym mieście. Jadłam moje ukochane Schmalzkuchen… Wszelkie wypieki schmalz… oznaczają, ciasto wrzucone do gorącego oleju. Niewielkie romby, w smaku przypominają nasze faworki. Najlepsze posypane cukrem pudrem i oczywiście lekko ciepłe. Kupiłam najwieksze opakowanie! To mój smak z dzieciństwa i nie mogło sie obejsc bez zjedzenia całej tutki! Szkoda że nie był że mna mój ukochany on by sie zajadał czymś co krok. Mam nadzieje że pojade z nim kiedys na taki jarmark bo jest warto !
Na dole jeszcze zdjecie schodów elektrycznych z 5 pietrowego centrum handlowego. Robi wrażenie!






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz